RSS
niedziela, 22 kwietnia 2007
Trzy pytania na wieczór

Croissants & café au lait, Warsztaty Analiz Socjologicznych 2007Wieczorem agencje prasowe zaczną prześcigać się w szybkich analizach i zbieraniu komentarzy o wynikach wyborów we Francji. Na pewno będą zaskoczeni marnym wynikiem, jaki odnotuje François Bayrou. Na pewno będą mówili o polaryzacji, przez którą 3,3 miliona Francuzów dopisało się do list wyborczych, a dziś masowo ruszyli do urn. Będą się mądrzyć też na inne tematy jak to jajogłowi.

Nasi czytelnicy nie będą zaskoczeni przez porażkę Bayrou, więc mogą pójść o krok dalej i na własny użytek dokonać szybkiej i jednocześnie trafnej analizy, nim dziennikarze zdążą napisać swoje teksty. Na co zwracać uwagę, gdy sami siądziemy przed monitorem i ujrzymy pierwsze wyniki?

Czy Nicolas Sarkozy zdystansuje rywali? Kandydat rządzącej partii UMP przyjął strategię, by w pierwszej turze uzyskać jak największe poparcie. Dzięki dużej przewadze uzyskałby dynamikę, którą trudno byłoby już odwrócić i która siłą rozpędu może poprowadzić go do zwycięstwa w drugiej turze. To dlatego zaczął zabiegać o wyborców Jean-Marie Le Pena już przed pierwszą turą. Założonym celem jest przekroczenie bariery 30% głosów, czyli wyczyn, który nie udał się nikomu na prawicy od 1974 roku.

Czy Ségolène Royal przejdzie do drugiej tury? Mimo zmęczenia 12-letnim panowaniem gaullistowskiego prezydenta i nieudanymi reformami gaullistowskiego rządu, bezbarwność i miałkość socjalistycznej kandydatki zagraża jej wejściu do drugiej tury. Nawoływania do wyborców lewicy, by oddali głos „z pożytkiem” i do kobiet, by „wybrały kobietę” – są dramatyczne i dobrze oddają niepewność, jaka panuje w sztabie Ségo. Trauma po wyeliminowaniu Jospina nie przeszła.

Czy Jean-Marie Le Pen powtórzy sukces sprzed pięciu lat? Niezwykle żywotny i energiczny Le Pen wyeliminował w 2002 roku poczciwych: liberała François Bayrou i socjalistę Lionela Jospin. Przez ostatnie pięć lat Bayrou nie przestał być ani trochę mniej nudny, ani bardziej zdolny do zawierania sojuszy, więc stracił szansę jako „kandydat sprzeciwu”. Na dodatek we Francji rozluźnia się powoli gorset politycznej poprawności. Po latach skrajności liberalnego podchodzenia do spraw, niektórym nie wystarcza konserwatywny rygoryzm Sarkozy’ego i pociąga ich klarowny, czarno-biały świat Le Pena. Bojkot Le Pena w drugiej turze wyborów w 2002 roku sprawił, że Front Narodowy stracił wiele swego powabu i zyskał jedynie 15% w wyborach europejskich. Pytanie, czy zwolennicy Le Pena są tak straumatyzowani jak socjaliści?

Andrzej Kozicki

15:07, francja2007
Link Komentarze (2) »
Wysoka frekwencja

Francuska przezroczysta urna wyborcza, Warsztaty Analiz Socjologicznych 2007Od ósmej rano Francuzi wrzucają do przezroczystych urn kartki z głosem w wyborach prezydenckich. Do południa oddało głosy 31% uprawnionych, co jest rekordem.

O tej samej porze w 2002 roku frekwencja wynosiła jedynie 21% - i wtedy właśnie nacjonalista Le Pen przeszedł do drugiej tury. W 1995 o godzinie 12-tej było to 23% głosujących, a o schedę po Mitterandzie walczyli gaullista Chirac, premier Balladur i socjalista Jospin. W 1988 roku, gdy premier Chirac mierzył się z prezydentem Mitterandem - 27%, a gdy prezydent Valéry Giscard-d'Estaign przegrywał z socjalistą Mitterandem - 26%.

Andrzej Kozicki

13:49, francja2007
Link Komentarze (1) »
sobota, 21 kwietnia 2007
Wiatr w żagle Le Pena

Nicolas Sarkozy i mewa z jego plakatu, Warsztaty Analiz Socjologicznych 2007Liberał Bayrou obraził się na Le Monde, który wezwał do niemarnowania głosu i oddania go dosłownie: na niego lub na nią - to jest na Sarko lub na Ségo. Nacjonalista Le Pen z miną szelmy zainsynuował, że Sarkozy ma problemy łóżkowe i znów nie gra w jego małżeństwie (o czym wkrótce post). Gaullista Nicolas Sarkozy wbił się więc w obcisłe jeansy i na rączym ogierze cwałował w Prowansji obok busu pełnego dziennikarzy i fotografów. Socjalistka Ségolene Royal założyła białą kreację i spłonęła rumieńcem, gdy hiszpański premier José Louis Rodríguez Zapatero wręczając jej czerwoną różę wyznał: Ségolène es el futuro.

Różnica między faworytami jest też taka, że po wiecu Ségo w Tuluzie 15 tysięcy socjalistów ruszyło do burżuazyjnych kafejek, trzymając w rękach róże, a po wiecu Sarko w Marsylii 22 tysiące wykształciuchów wzięło się w parkach do gry w pétanque, gry robotników portowych. Marsylia to od 1988 roku bastion Le Pena, który pięć lat temu dostał tu 23% głosów (drugi za nim był Chirac z 18%) i właśnie to miejsce Sarkozy wybrał, by opowiedzieć, co go różni od Le Pena.

Potwierdza się trend, o którym pisaliśmy na naszym blogu. W ostatnim sondażu CSA, przeprowadzonym wczoraj, którego jednak we Francji nie można opublikować ze względu na ciszę przedwyboczą, Jean-Marie Le Pen wysforował się na trzecią pozycję, a liczba zdecydowanych wyborców wzrosła do 81%.

Niepewność w sondażach sprawiła, że na ostatnie 72 godziny Sarkozy zmienił swoje hasło z Razem wszystko jest możliwe na W niedzielę wszystko jest możliwe, a ciężar kampanii przerzucił ze strony na blog.

Andrzej Kozicki

CSA, badanie 20 kwietnia: Sarkozy 27%, Royal 26%, Le Pen 17%, Bayrou 16%

18:23, francja2007
Link Komentarze (1) »
piątek, 20 kwietnia 2007
Bayrou znika w oczach

François Bayrou, Warsztaty Analiz Socjologicznych 2007Tuż przed wyborami wreszcie drgnęło w sondażach. Ipsos odnotował, że po wielu tygodniach stagnacji liczba zdecydowanych wyborców wzrosła w dniach 17-18 kwietnia z 60% do 72%. Działać też zaczął syndrom zmarnowanego głosu, który sprawia, że wyborcy popierający François Bayrou widząc, że nie ma on dużych szans na wejście do drugiej tury chcą wskazać konserwatyście Sarkozy’emu bardziej bitnego przeciwnika. Sondaż BVA odnotował więc 10-punktową stratę liberała Bayrou do socjalistki Royal.

Elektorat Bayrou jest zróżnicowany: składa się z liberałów, bo tej formacji przewodzi Bayrou, ale składa się też z antysystemowców, którzy chcą przełamać gaullistowsko-socjalistyczną hegemonię. Liberałowie gospodarczy z obozu Bayrou przerzucą głosy na Sarko, liberałowie obyczajowi poprą Ségo, z kolei przeciwnicy dwu wielkich partii włożą do koperty nazwisko Le Pena. Zagadką pozostaje, jak wielu zagłosuje na tego ostatniego.

Andrzej Kozicki

BVA / Orange, badanie 17-18 kwietnia: Sarkozy 29%, Royal 25%, Bayrou 15%, Le Pen 13%

17:29, francja2007
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 19 kwietnia 2007
Le Pen je kebaby, Sarkozy woli croissanty

Mulatka z kampanii Le Pena, Warsztaty Analiz Socjologicznych 2007Do kościoła chodzą tylko Filipińczycy, dwie fromageries (sklepy z serami) są na krawędzi bankructwa, a ostatnia charcuterie (wędliniarnia) właśnie zatrzasnęła witryny na zawsze. Tak wygląda Clichy, liczące 56 tysięcy mieszkańców przedmieście Paryża. Tradycyjne francuskie miasta zanikają. Nawet w katedrze St. Denis, gdzie pochowani są władcy z dynastii Kapetyngów, Andegawenów i Burbonów, już tylko jedna msza w tygodniu odprawiana jest po francusku.

Ostatni rzeźnik w Clichy sprzedał swój sklep Arabowi, który prowadzi tam teraz ubój rytualny, więc po szynkę i polędwicę trzeba jeździć do Levallois
- notuje Alain Sanders na łamach katolickiego czasopisma Présent. Rzeźnik obsługuje coraz większą liczbę kebabiarni w miasteczku i sąsiaduje z kolejną arabską piekarnią wypiekającą pity zamiast bagietek. Nie pija się już café au lait, maczając w niej croissanta, ale kawę arabikę zaprawioną kardamonem. Okolica uznawana jest za niebezpieczną.

Są też inne przedmieścia: jak Neuilly, gdzie rozegrano ostatnią bitwę epoki napoleońskiej i gdzie burmistrzem jest Nicolas Sarkozy. Gdy próbował pojechać do niebezpiecznych przedmieść Lyonu, na wieść o demonstracji przeciw niemu, odwołał wizytę. Co innego Jean-Marie Le Pen. Nie tylko uczynił ze zgrabnej Mulatki twarz swojej kampanii prezydenckiej, ale z promiennym uśmiechem 78-letniego staruszka wybrał się do zapalnej dzielnicy Argenteuil i oznajmił - Bo ja jestem tam, gdzie pan minister nie uważa za właściwe pójść.

Jean-Marie Le Pen prowokował Sarkozy'ego i starał się zdobyć poparcie przedmieść, mówiąc też: Chcę wam pomóc wydostać z się z gett, do których wtrącili was francuscy politycy po to tylko, by nazwać was później racailles [szumowinami]. Po 45 minutach Le Pen wsiadł w samochód i jak każdy polityk, odjechał.

Andrzej Kozicki

TNS-Sofres, badanie 16-17 kwietnia: Sarkozy 28%, Royal 25%, Bayrou 19%, Le Pen 14%

23:18, francja2007
Link Dodaj komentarz »
środa, 18 kwietnia 2007
Amerykanie będą kraść

Nicolas Sarkozy, Warsztaty Analiz Socjologicznych 2007To najbardziej udana strategia użycia telewizji w internecie jaką widziałem w polityce. I tak, ukradnę ją - zapewnił Michael E. Murphy, amerykański konsultant polityczny po wejściu do siedziby sztabu Sarkozy'ego. Amerykańscy konsultanci polityczni przyglądają się fracuskim wyborom, bo już wiadomo, że dojdzie do drugiej tury, a walka będzie wyrównana i ostra. Christopher Dickey na internetowych łamach Newsweeka opisuje ich wrażenia z wizyty w siedzibach sztabów wyborczych Sarkozy’ego i Royal. Konsultanci, związani zarówno z Republikanami jak i Demokratami (wśród nich Ian Brzezinski, syn Zbigniewa), przybyli tam na zaproszenie prywatnej Fundacji Francusko-Amerykańskiej. Obserwacje poczynione we Francji z pewnością przydadzą im się w amerykańskiej kampanii prezydenckiej, której zwieńczeniem będą wybory 4 listopada 2008 roku.

Szczególną uwagę eksperci poświęcili stronom internetowym kandydatów. Kandydackie strony www są przyszłością kampanii politycznych i nieustannie zyskują na ważności wraz z postępującą informatyzacją społeczeństwa.

Zgodne uznanie konsultantów zdobyła strona Sarkozy’ego. Spełniła ona nie tylko tradycyjnie stawiane stronom wymagania takie jak kompletność informacji o kandydacie oraz prostota obsługi, ale zaoferowała nową jakość – niespotykaną dotąd nawet w USA interaktywność. Jej głównym elementem jest zbiór kilkuminutowych nagrań video, żartobliwie nazwanych NSTV, które zorganizowane w 17 różnojęzycznych i różnotematycznych „kanałów” prezentują Sarkozy’ego o każdej wybranej przez internautę porze, omijając ustawowe ograniczenia dotyczące emisji ogłoszeń wyborczych. Ukłonem w stronę młodszych wyborców jest oddanie im do dyspozycji kanału Libre Cours, stworzonego na wzór You Tube, gdzie internauci mogą zamieszczać własne nagrania. Dzięki zabawnym filmikom, takim jak ten prezentujący hymn wyśpiewywany na cześć Sarkozy’ego do melodii z piosenki „Hello” Lionela Richie, o Sarkozym jest głośno w mediach niejako mimochodem, również w tych mniej poważnych artykułach i audycjach.

Ségolène Royal, Warszaty Analiz Socjologicznych 2007Na tym tle strona internetowa Royal wypada dość blado, choć to właśnie ona mieni się feerią barw w przeciwieństwie do stonowanej granatem i błękitem strony Sarkozy’ego. Zdaniem ekspertów strona jest po prostu poprawna, miałka i przewidywalna. Dodatkowym zarzutem stawianym Royal jest rozproszenie internetowego komunikatu: 100-punktowy Pakt Prezydencki, synteza postulatów wyborców, którym Royal chce się prezentować jako uważna słuchaczka, nie ma w sobie potencjału informacji zwrotnej. Co innego Sarkozy, który ograniczając się do 17 punktów podsumował je dynamicznym hasłem „Razem możemy wszystko”. Według konsultantów Royal powinna uprościć swój program tak, by mógł zapaść w pamięć przeciętnemu wyborcy. Dzięki temu Royal będzie postrzegana nie tylko jako słuchająca, ale również jako ta, która ma coś konkretnego do powiedzenia.

Amerykańscy eksperci uważają, że Royal, której kampania zdaje się ostatnio wytracać impet, zostaje w tyle za Sarkozym, czego efektem może być jej przegrana w wyborach. Sarkozy na swojej stronie internetowej umieścił licznik, odliczający z dokładnością do milisekund czas pozostały do drugiej tury wyborów, a w wywiadach powtarza z charakterystyczną dla niego pewnością siebie, że to on zostanie prezydentem Francji. Royal zachowuje więcej powściągliwości. Czy jakość e-kampanii może przesądzić o wyniku wyborów 6 maja?

Anna Helena Dryjańska

CSA / Le Parisien, telefoniczne 16 kwietnia: Sarkozy 27%, Royal 25%, Bayrou 19%, Le Pen 16%

22:11, francja2007
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 17 kwietnia 2007
Batalia o niebieskie kołnierzyki

Nicolas Sarkozy & Ségolène Royal, Warsztaty Analiz Socjologicznych 2007Francuski elektorat wciąż nie wie, kogo wybrać na prezydenta, a 22 kwietnia tuż-tuż. Le Parisien podaje za wynikami sondażu CSA z 8 kwietnia 2007 roku, że około 18 milionów Francuzów, czyli 42% uprawnionych do głosowania, tak naprawdę nie wie jeszcze, na kogo zagłosuje. Co więcej, osoby deklarujące oddać głosy w taki, a nie inny sposób, zastrzegają często, że nie wykluczają zmiany swojej opcji. Za pewnych wyborców wśród zwolenników Jean-Marie Le Pena uważa się 68%, wśród zwolenników Sarkozy’ego - 65%, a Royal - 62%. Wśród młodych poniżej 30 roku życia niezdecydowanych jest 56%, wśród kobiet 51%, a wśród robotników połowa wciąż się waha. Ponadto wyborcy wahają się pomiędzy osobami o przeciwstawnych punktach programu. Wszystko okaże się więc dopiero przy urnie wyborczej. Elektorat - grupa konsumentów o zmiennych opiniach - jest nadal usilnie przekonywany i oczarowywany przez kandydatów. Rywale chcą zjednać sobie jak najszersze grono zwolenników, nieraz kosztem przejrzystości programu.

Zatrudnieni w przemyśle stanowią 25% elektoratu i są grupą wyjątkową: największym segmentem wyborców. Robotnicy - zwani też niebieskimi kołnierzykami - narzekają na bezrobocie i degradację warunków pracy. Do końca lat siedemdziesiątych XX wieku głosowali masowo na lewicę. W latach osiemdziesiątych, gdy spadła produkcja w hutnictwie, górnictwie i stoczniach oraz wzrósł wskaźnik ogólnego bezrobocia w kraju, spadł również wskaźnik syndykalizacji i poczucia solidarności robotniczej. Porażka rządów socjalistycznych tylko spotęgowała wzrost braku zainteresowania polityką wśród robotników, a zwłaszcza rolnych i niskowykwalifikowanych. Wrażliwi na dyskurs antyimigracyjny, poczęli głosować na Le Pena. Dzisiaj wśród zdecydowanych 26% zamierza zagłosować na Royal, 22% wesprzeć głosem Sarkozy’ego, a 19% - Le Pena, jak wskazują wyniki analizy danych zebranych dla Bloomberg News. Royal mówi ze zrozumieniem o globalizacji rynkowej i o podziałach zysków korporacji. Wobec spadku konkurencyjności francuskiej, zwolnieniach w państwowych fabrykach i kopalniach, Royal chce włączenia robotników w proces podejmowania decyzji przez przedsiębiorstwa. Chce także podnieść płacę minimalną do 1500 euro i przekonać firmy do konsultowania z państwem zwolnień pracowniczych. Sarkozy kieruje do robotników hasła dotyczące zamiaru podniesienia wartości pracy.

Szacuje się, że osób bez stałego miejsca zamieszkania jest we Francji przynajmniej milion. Royal uważa, że właściciele pustych mieszkań powinni zostać zobligowani do wynajmu, czy też nawet sprzedaży swoich nieruchomości władzom lokalnym, co miałoby pomóc w likwidacji bezdomności. Jej zdaniem każde miasto powinno zapewnić schronienie co najmniej tysiącowi osób bez dachu nad głową. Sarkozy również zapewnia o pomocy dla ubogich w zdobyciu własnego lokum.

Jako, że po raz pierwszy w historii Francji prezydentem może zostać Francuzka, także kobiety brane są pod uwagę w dyskursie wyborczym. Lansowanym ideałem jest stworzenie kobietom warunków do szczęśliwego połączenia macierzyństwa ze spełnienieniem zawodowym.

Pozostałymi grupami, z którymi muszą się liczyć kandydaci do fotela prezydenta, są ludzie młodzi: oczekują przede wszystkim możliwości pracy i konkurencyjnych kierunków kształcenia. Ważnym segmentem wyborczym jest także tzw. prowincja od dawna odizolowana od polityki paryskiej: Royal apeluje o aktywizację społeczeństwa i włączenie go w większym stopniu we wpływ na rządzenie krajem.

Niezdecydowanym wybiegają naprzeciw między innymi portale internetowe takie jak: www.pourquivoter.com i www.quelcandidat.com, które szacują bliskość programów kandydatów do poglądów wyborcy.

Maja Wojciechowska

13:56, francja2007
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 16 kwietnia 2007
Kto czego we Francji pragnie

Pola Marsowe, wieża Eiffla w Paryżu, Warsztaty Analiz Socjologicznych 2007Francuska kampania prezydencka jest zdominowana przez sprawy krajowe. Jej tematem głównym są potrzebne i konieczne zmiany. Społeczeństwo francuskie oczekuje od tuzina kandydatów, aby palące problemy zostały rozwiązane. Francja zdaje się funkcjonować obecnie w swoistym zawieszeniu, które wkrótce ma zostać przerwane, kiedy poznamy wyniki wyborcze. Jeśli chodzi o kondycję państwa, Francja nazywana jest staruszką, dinozaurem czy też socjalnym antykiem. Bezrobocie, bieda, problemy integracji imigrantów oraz ich dzieci bywają określane jako wynik kryzysu modelu społecznego we Francji.

Mówi się, że ideały wolności, równości i braterstwa podupadają, że żyje się nie najlepiej. Francja stoi na pewnym rozdrożu. Struktura społeczna w państwie zmienia się. Jednocześnie, co może zaskakiwać przy tej zdecydowanej woli zmian, programy kandydatów wydają się być traktowane drugorzędnie przez wyborców - to swoiste melanże poglądów bardziej prawicowych, lewicowych i/lub centrowych - wobec charakterów kandydatów, ich gustów i spraw osobistych oraz konsekwencji w tym, co prezentują.

W dziedzinie polityki społecznej zasadniczymi tematami są praca i bezrobocie, kwestia emerytur oraz system opieki społecznej. Walka z bezrobociem musi być priorytetem przyszłego prezydenta dla 46% Francuzów, jak podaje Le Point. Na pytanie „jakie powinny być dwa priorytety przyszłego prezydenta?”, 46% Francuzów odpowiada, że walka z bezrobociem: przed systemem ochrony zdrowia i opieki społecznej (28%) i poprawą systemu szkolnictwa (23%), a na równi z ochroną środowiska. Zapytano o trzy wartości, do których są najbardziej przywiązani Francuzi: 52% ankietowanych podało pracę, a zaraz później wymieniana jest wolność (45%) i sprawiedliwość (41%), przed równością, tolerancją, solidarnością i porządkiem. W zadłużonej na kwotę 65% PKB Francji Sarkozy pragnie przywrócenia wartości pracy, wyższych płac i niższych podatków, a Royal proponuje podwyżki emerytur i SMIC (11,5% elektoratu to ludzie powyżej 75 roku życia, a 25% to robotnicy).

Jako problemy szkolnictwa francuskiego wymieniane są brak zadowalających efektów nauczania (np. słaba znajomość języków obcych wśród młodzieży w porównaniu z innymi krajami, jak podsumowują wyniki badań Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju), fakt, że szkoła nie jest miejscem wyrównywania szans, ale pogłębiania społecznych nierówności, niedorównywanie poziomu szkół publicznych poziomowi szkół prywatnych. Sarkozy uważa, że kłopoty wynikają między innymi z powodu pauperyzacji nauczycieli. Chciałby przywrócić prestiż zawodu nauczyciela: podnieść zarobki i ograniczyć zatrudnienie w oświacie. Royal natomiast chce wprowadzić obowiązek szkolny już od 3 roku życia, co ma pociągnąć za sobą wzrost zatrudnienia nauczycieli i opiekunów szkolnych. Chciałaby także wprowadzić dodatkowe i bezpłatne lekcje wyrównawcze dla wszystkich uczniów mających problemy z nauką. Bayrou zgadza się, że należy zwiększyć zatrudnienie w oświacie: mogłoby to zapewnić większe bezpieczeństwo uczniów. Podobnie jak socjalistka chce, by rodzice angażowali się w życie szkoły. W kwestii tzw. karty szkolnej, której podstawowym przepisem jest obowiązkowa rejonizacja uczniów gimazjów i liceów, Royal i Sarkozy niewiele się różnią. Sarkozy chce zlikwidować rejonizację jako pogłębiającą nierówności: zamożni posyłają dzieci do szkół prywatnych, więc rejonizacja obowiązuje przede wszystkim tych bez pieniędzy i znajomości. Royal mówi o prawie wyboru jednej spośród trzech szkół. Bayrou uważa, że zniesienie obowiązkowej rejonizacji prowadzi do gettyzacji i że należy stworzyć specjalne ośrodki kształcenia dla młodzieży z trudnościami, a w każdej szkole klasy dla najzdolniejszych.

Interesującą nowością w problematyce kampanii jest kwestia ochrony środowiska. Sarkozy, Bayrou i Royal podpisali opracowany przez wpływowego reportera, ekologa i pisarza Nicolasa Hulota, tzw. Pakt Ekologiczny. Zobowiązali się w nim m.in. do działania na rzecz zmniejszenia emisji gazów cieplarnianych, promowania ekologicznego transportu i rolnictwa oraz ekologicznej produkcji. Zarówno Royal, jak i Bayrou, chcą stworzyć w ich rządach stanowisko wicepremiera ds. zrównoważonego rozwoju. Sarkozy powiedział, że sprawy ekologiczne powierzy ministrowi o silnej pozycji w rządzie. Z czwórki kandydatów, którzy mają szanse na wejście do drugiej tury wyborów prezydenckich, paktu nie podpisał Le Pen.

Le Monde o integracji narodowej, Warsztaty Analiz Socjologicznych 2007Tożsamość narodowa, imigranci i integracja. Każdy z trzech głównych kandydatów ma swój plan rozwiązania problemu „niespokojnych przedmieść”. Zgadzają się co do konieczności zapewnienia równości szans. Sarkozy dodaje do tego potrzebę zapewnienia porządku publicznego i poczucia bezpieczeństwa w społeczeństwie. Chce utworzyć ministerstwo ds. imigracji i tożsamości narodowej. Royal zaproponowała, aby każdy Francuz wywieszał trójkolorową flagę podczas narodowego święta oraz znał Marsyliankę. Bayrou oświadczył, że nie zamierza poruszać tematu „nacjonalistycznych obsesji” Le Pena. Sarkozy chce wprowadzić wstępne zasady dla przyjeżdżających, a Royal mówi raczej o konieczności poprawy edukacji, np. o obowiązkowych przedszkolach, gdzie każdy uczyłoby się francuskiego, ale sięga też czasem po „prawicowe” metody, jak np. zakłady z rygorem wojskowym dla młodych przestępców.

Wobec kryzysu francuskich nastrojów społecznych wobec Unii Europejskiej po odrzuceniu w referendum eurokonstytucji, Sarkozy proponuje, żeby zamiast niej przyjęto w UE mniejszy traktat w drodze parlamentarnej. Jako że głównym motywem kampanii wyborczej Royal jest wsłuchiwanie się w głos ludu, obiecuje ona Francuzom, że jeśli zostanie wybrana na urząd prezydenta, ogłosi znów referendum w sprawie nowego tekstu eurokonstytucji. Pomysł na nowy tekst jest podobny do pomysłu Sarkozy'ego. Z obecnego projektu chcą pozostawić reformy instytucjonalne, Kartę Praw Podstawowych oraz fragment dotyczący funkcjonowania poszczególnych polityk unijnych. Sarkozy chce zbudowania nowego obszaru celnego wokół UE i powrotu polityki przemysłowej. Royal proponuje, aby dodać do tego także nowy „traktat socjalny”. Bayrou jest z tej trójki najbardziej prounijny. Optuje za ścisłą współpracą rządów UE, zwłaszcza w systemie podatków. Cała trójka wykazuje podobną postawę co do Iraku: przyszły prezydent Francji wojsk wysyłać tam nie będzie.

Maja Wojciechowska

Ipsos / Le Point 12 kwietnia, najważniejsze wartości w życiu: praca 52%, wolność 45%, sprawiedliwość 41%

22:57, francja2007
Link Komentarze (1) »
Holokaust detalem historii

Jean-Marie Le Pen, Warsztaty Analiz Socjologicznych 2007Jean-Marie Le Pen już kiedyś stwierdził, że: komory gazowe to detal w historii II wojny światowej (wywiad dla telewizji RTL, wrzesień 1987). Tym razem w wywiadzie dla Le Parisien w Dniu Zagłady - czyli w dniu wspominania ofiar holokaustu, gdy w Auschwitz odbywa się Marsz Żywych - wyraził żal. Żal oczywiście, że prezydent Chirac w imieniu Francji przeprosił za deportację 200 tysięcy Żydów do obozów zagłady.

Zapytano Le Pena również o stosunek do nauczania o holokauście w szkołach. Lekcje historii poświęcone Zagładzie są bowiem bojkotowane przez muzułmanów, a czasami nauczyciele po prostu tych lekcji nie przeprowadzają. Kandydat Frontu Narodowego odpowiedział: Nie zamierzam podejmować tego tematu. Kiedy wyraziłem się w słowach cokolwiek wyważonych, kosztowało mnie to 150 milionów franków kary sądowej. Wolność wypowiedzi nie obejmuje debaty na ten temat i będę ostrożny, by jej nie wszczynać. Nie można wyrażać własnego zdania, chyba że jest ono zgodne z panującym dyktatem myślowym.

Ironia i potęgowanie ad absurdum są najczęstszymi chwytami retorycznymi używanymi przez Le Pena. Zaś wspomnianą grzywnę nałożył na niego sąd w Monachium w czerwcu 1999, roku skazując Le Pena za kłamstwo oświęcimskie na podstawie jego wypowiedzi dla prasy niemieckiej. Na użytek tej sprawy, Parlament Europejski uchylił Le Penowi immunitet.

Adam Holzman

18:20, francja2007
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 15 kwietnia 2007
Wszystko z kieszeni państwa

Kampanie wyborcze, zwłaszcza te prezydenckie, pochłaniają ogromne ilości pieniędzy. W 2002 roku wydano na ten cel 53,4 milionów € (Chirac 18 mln €, Jospin 12,5 mln €, Le Pen 12 mln €), a wedle szacunków w wyborach 2007 suma ta będzie jeszcze wyższa.

Ustawa z 1988 roku uregulowała kwestie finansowania partii politycznych i określiła zasady zwracania z budżetu państwa wydatków związanych z prowadzeniem kampanii wyborczych. Zasada przejrzystości oraz równości kandydatów przejawia się w ścisłym określeniu górnej granicy wydatków, źródeł ich finansowania a także sposobu kontroli.

Finansowanie kampanii wyborczej, Warsztaty Analiz Socjologicznych 2007

Górna granica wydatków przeznaczonych na kampanię wyborczą jednego kandydata w wyborach 2007 wynosi 16 mln € w pierwszej turze oraz 21 mln € w drugiej turze (w 2002 r. odpowiednio: 14 mln € oraz 19 mln €).

Kandydaci mogą korzystać z finansowania zarówno publicznego jak i prywatnego. Finansowanie prywatne pochodzi od partii i grup politycznych oraz od osób fizycznych: osoba prywatna może przeznaczyć rocznie 7 500 € na partię polityczną, oraz 4 600 € na kandydata. Od 1995 roku finansowanie kampanii wyborczej przez osoby prawne takie jak przedsiębiorstwa, związki zawodowe, stowarzyszenia jest zakazane.

Finansowanie publiczne występuje w formie zwrotu poniesionych kosztów kampanii. Wysokość dotacji wyborczych ustalona w memento dla kandydatów jest zależna od ilości uzyskanych głosów. Kandydatom, którzy w pierwszej turze uzyskają mniej niż 5% oddanych głosów, Państwo zwróci około jedną dwudziestą ustalonej granicy wydatków (803 300 €). Kandydaci, którzy uzyskają minimum 5% głosów w pierwszej turze (w 2002 r. pułap ten przekroczyło 7 kandydatów), będą mieli prawo żądania zwrotu połowy maksymalnej sumy przeznaczonej na kampanię (8,08 mln €). Kandydatom, którzy wejdą do drugiej tury Państwo zwróci 10,79 mln €, co stanowi 50% maksymalnych wydatków przewidzianych na kampanię wyborczą. Powyższe kwoty ulegają zmniejszeniu o zaliczkę (153 000 €) przekazywaną kandydatom w momencie publikacji listy kandydatów.

Kompetencje w zakresie kontroli finansowania prezydenckiej kampanii wyborczej przysługują Państwowej Komisji Sprawozdań. Jeżeli kandydat nie złoży do 6 lipca 2007 sprawozdania z kampanii utraci prawo do zwrotu poniesionych wydatków. Komisja decyduje, które wydatki mogą być zwrócone. Jest to szczególnie interesujące w kontekście orzeczenia sądu z 2 kwietnia, który skazał Gérarda Schivardi na grzywnę w wysokości 500 € za każde użycie sloganu „kandydat merów”. Komisja oceni, czy szacowana na 300 000 € grzywna zostanie pokryta z budżetu państwa.
Agnieszka Szmilewska

Ipsos / Le Point, badanie 11-13 kwietnia, druga tura: Sarkozy 53% vs. Royal 47%, Bayrou 53% vs. Sarkozy 47%

21:43, francja2007
Link Dodaj komentarz »
sobota, 14 kwietnia 2007
Wypuścili dżina z butelki

Michel Rocard, Warsztaty Analiz Socjologicznych 2007Ni z tego, ni z owego Michel Rocard, twardogłowy i skrajnie socjalistyczny premier za Mitteranda, zaproponował na łamach Le Monde, sojusz gospodarczych liberałów z etatystyczną lewicą dla pokonania Sarkozy’ego. Nie możemy czekać aż do końca wyborów, by wyzwolić żywioł, który zjednoczy - napisał Rocard. Wywołało to zamieszanie, bo Bayrou i Royal idą w sondażach łeb w łeb i żadne drugiemu nie ustąpi, a że depcze im po piętach Le Pen, wciąż nie wiadomo z kim zmierzy się Sarko w drugiej turze.

Liberał François Bayrou ucieszył się z propozycji Rocarda, bo legitymizuje go jako poważnego kandydata. Ségo ma więc nowe kłopoty. Jakby było mało, że jej kampanię zjechali amerykańscy konsultanci polityczni (post o tym już we wtorek). Tym bardziej, że cios zadany jej w plecy, bo na scenie politycznej na lewo od Rocarda już tylko ściana (a za ścianą Arlette Laguiller, trockistka).

Pomysł liberalno-socjalistycznego porozumienia zdobył momentum - czyli z impetem zajął nagłówki gazet i stał się przedmiotem pogaduszek Francuzów przy kawie. Bernard Kouchner, najbardziej popularny polityk lewicy, ale odstawiony na boczny tor, przyklasnął pomysłowi Rocarda: Nie przepuśćmy tej okazji. Zdaniem Kouchnera francuska scena polityczna jest anachroniczna, skoro socjaliści wciąż opierają się na robotnikach zwanych też niebieskimi kołnierzykami i nie potrafią przyciągnąć liberałów, co ma miejsce w innych krajach europejskich. Pytanie, czy w Polsce udało się to Millerowi?

Andrzej Kozicki

Ipsos / Le Point, badanie 11-13 kwietnia: Sarkozy 30%, Royal 24%, Bayrou 18%, Le Pen 14%

23:42, francja2007
Link Dodaj komentarz »
piątek, 13 kwietnia 2007
W Chinach o wyborach we Francji

Chirac w Chinach, Warsztaty Analiz Socjologicznych 2007Francja jest drugim, obok Niemiec, partnerem Chin w Europie i adwokatem sprawy chińskiej w UE. Chirac uznawany był za najbardziej prochińskiego prezydenta (w 2003 roku próbował nawet znieść embargo UE na sprzedaż broni do Chin).

Mimo to komentarze dotyczące wyborów, jakie pojawiają się w chińskiej prasie, są powściągliwe. Największe szanse na zwycięstwo przyznaje się Sarkozy'emu, pisze się o niezadowoleniu w obozie socjalistów ze względu na "niejasną" kampanię Royal oraz opisuje się fakt, iż prawie połowa Francuzów jeszcze nie zdecydowała na kogo głosować. Wspomina się też o 4-tym w sondażach Le Penie, który zamyka stawkę kandydatów "mających szanse na drugą turę". Nie zapomniano też o francuskim folklorze politycznym odnotowując, iż jako pierwsi swoje reklamówki w TV (a także fakt, iż Komisja wyborcza pilnuje by każdy z nich dysponował równym czasem między 1 minutą a 5,5) pokazali Frederic Nihousa (myśliwego), Jose Bove (farmera antyglobalistę) i Philippe de Villiers (radykalnego prawicowca sprzeciwiającego się islamizacji Francji) dla których poparcie nie przekracza 1-2 procent.

Radek Pyffel - doktorant PAN, pracownik naukowy WSB

Ipsos / Le Point, badanie 10-12 kwietnia: Sarkozy 30%, Royal 24%, Bayrou 19%, Le Pen 14%

21:18, francja2007
Link Dodaj komentarz »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 6