Blog > Komentarze do wpisu
Mówi się, mówi się (na lewo most...)

Trockistka Arlette Laguiller, trockiści, skrajna lewica, Francja, wybory parlamentarne, Warsztaty Analiz Socjologicznych 2007Dziś druga tura wyborów parlamentarnych. Sto dziesięcioro deputowanych wybrano już w pierwszej turze tydzień temu, teraz czas, by rozstrzygnąć, kto zasiądzie w pozostałych 467 fotelach.

Wiadomym jest, że nie będzie to nikt z partii o marginalnym znaczeniu – takie osoby po prostu nie dotarły do drugiej tury. Mimo to ich obecność we francuskim życiu publicznym jest mniej lub bardziej doceniana, gdyż nadaje mu swoisty i niepowtarzalny urok i koloryt. Mam tu na myśli między innymi niezwykle podzieloną skrajną francuską lewicę, której ikonami obwołać można niestrudzoną od lat Arlette Laguiller i młodziutkiego Oliviera Besancenota (w polityce od 2002 roku).

Laguiller swego czasu była pierwszą kobietą startującą we francuskich wyborach prezydenckich. „Jestem kobietą i mam odwagę startować” – deklarowała (temat feminizacji polityki wykorzystywała w swojej działalności jeszcze wielokrotnie). Pojęcie odwagi często zresztą pojawiało się i pojawia w jej ustach, tuż obok słów tak dla ugrupowania Walka Robotnicza (Lutte Ouvrière) kluczowych jak „praca”, „wyzysk” i „rewolucja”. Nie dziwi to, jeśli uświadomić sobie, że otwarte nawoływanie do realizacji utopii wymaga dziś rzeczywiście niemało odwagi i jeszcze więcej idealizmu.

„Socjalistyczne społeczeństwo to społeczeństwo, w którym nie będzie policji, (…) nie będzie istniała pogoń za zyskiem i za indywidualnym posiadaniem. Każdy będzie w stanie zaspokoić swoje potrzeby. (…) Aparat państwowy będzie powoli zanikał” – snuje wizję Arlette, a jej wizjonerstwo zdobywa jej całkiem sporą sympatię. Bo choć w realizację trockistowskich marzeń nikt poza samą Laguiller i członkami jej partii nie wierzy, to wyborcy z aprobatą zauważają (aczkolwiek owa aprobata nie przekłada się potem na liczbę oddanych na ugrupowanie głosów), że istnieje ugrupowanie, które zawsze stało po stronie ludzi pracy i które wciąż nawołuje „do walki!”, wciąż apeluje, że należy „zmienić świat, zmienić społeczeństwo, dać klasie pracującej czas na życie”.

Mimo czynionych przez Walkę Robotniczą nawoływań do zmian, zmiany nie zachodzą. Arlette Laguiller złości się, nie przebierając w słowach: „rządzący pozostawiają klasę pracującą w gównie”! Sposób obrazowania Laguiller jest brutalny, a zarazem niezwykle wymowny. Po drugiej stronie barykady podobnie określić można by, choć tak przecież różny od sposobu wysławiania się Arlette, równie silnie uderzający w rejestry patetyczne dyskurs Le Pena.

Walka Robotnicza, opierając się na komunistycznych ideach, tak jak Le Pen proponuje nieodmiennie proste recepty na skomplikowane problemy, aczkolwiek recepty te są oczywiście diametralnie różne od tych proponowanych przez lidera Frontu Narodowego. Imigracja? Bądźmy otwarci, żadnych granic, wszystko w imię internacjonalizmu. Rynek pracy? Niech przedsiębiorstwa będą kierowane przez robotników. Bieda? Można zacząć produkować towary dla biednych i sprzedawać im je bez zysku.

Trockiści, komuniści, młot i sierp, Francja, Warsztaty Analiz Socjologicznych 2007Do myśli Trockiego, jak też do społecznych „dołów”, odwołuje się również Komunistyczna Liga Rewolucyjna (LCR), ugrupowanie Oliviera Besancenota. Ten ostatni jednak przemawia w sposób znacznie bliższy szaremu zjadaczowi chleba niż Laguiller: znakomity orator, nie waha się sięgać po rozbudowane analogie czy metafory, zwłaszcza te odnoszące się do świata pracy czy do rzeczy codziennych. Prawie nigdy nie daje sobie przerwać – zdania, którymi się posługuje, mają długość niemal kilometrową, a jednocześnie są spójne i sensowne, o co niełatwo. Dyskurs Besancenota jest na wskroś socjalny. Olivier wciąż mówi o więziach społecznych, nawet swój zawód (jest listonoszem) przedstawia jako idealny do nawiązywania kontaktów międzyludzkich. „Jestem jednym z was, pensję mam taką jak wasza. Nie mam żadnego doświadczenia w polityce, jestem politycznie „niewinny”, wciąż pozostaję sobą, w 100% sobą. Próbuję sobą pozostać także w sprawach polityki” – mówi, przedstawiając siebie i swoje ugrupowanie jako bliskie zwyczajnym ludziom i jednocześnie „w 100% lewicowe”. Styl obowiązujący w LCR to bezpośredniość – na spotkaniach wyborczych wszyscy są „na luzie”, a Besancenot przemawia ubrany w koszulkę polo, czyniąc swój sprzeciw wobec „prawicyzacji francuskiej polityki” bardziej zwyczajnym i oddolnym.

Za tych, którzy są „blisko ludzi”, podają się także aktywiści Walki Robotniczej. Arlette Laguiller deklaruje: „Nie uważam się za polityka, ale za pracownicę, która zajmuje się polityką. Nie jestem obca swojej klasie [społecznej]”.

Walka Robotnicza ma charakter hermetycznego, zamkniętego dla przybyszów z zewnątrz ugrupowania. Ci, którzy wystarczająco wiele czasu i wysiłku poświęcili, by wkraść się w łaski jej członków, zazwyczaj zostają potem, tak jak wszyscy w tej partii, gotowymi do wyrzeczeń „zwolennikami Sprawy” starającymi się przygotować społeczeństwo na nadejście nieuchronnej rewolucji.

Tak, wierzę w rewolucję” – mówi Laguiller. „Jest mnóstwo powodów do niej, mnóstwo powodów, by zmieniać społeczeństwo. (…) Nie może być tak, że lud pracujący przysparza zysków bogaczom”, wszak profity przedsiębiorstw wypracowywane są „potem i krwią robotników” tylko po to, by zasilić kieszenie „akcjonariuszy – pasożytów”. Tymczasem „pracujący też mają prawa do tego, co wyprodukowali, do tych milionów”.

Silny nacisk na kwestie społeczne, sprzeciw wobec kapitalizmu i zgrabne slogany to główny wkład skrajnej francuskiej lewicy w dyskurs publiczny V Republiki. Mimo licznych apeli o zjednoczenie, lewica jest nadal rozdrobniona, co sugeruje, że wkład ten się raczej nie zwiększy. Jedyny liczący się na arenie politycznej gracz wprost nawiązujący do myśli komunistycznej (acz nie trockistowskiej, jak LCR i Walka Robotnicza), Komunistyczna Partia Francji, dziś z hasłem „lewica na wysokości waszych wymagań” walczy o uzyskanie co najmniej 20 miejsc w parlamencie. Jakie będą rezultaty tych zmagań, dowiemy się już wieczorem.

Małgorzata Joanna Adamczyk

niedziela, 17 czerwca 2007, francja2007

Polecane wpisy

  • Merci - Dziękujemy

    Cécilia opuszcza Sarkozy’ego i rusza za ocean, bo nie chce mieszkać w Pałacu Elizejskim. Ségolène wystawiła walizki Hollande’a za drzwi, choć g

  • Koniec uśmiechów

    Jean-Louis Borloo? Niemożebne. Przecież przez niego straciliśmy 100 mandatów w tydzień - zdziwił się z nowej nominacji Philippe Douste-Blazy, polityk UMP. Prez

  • Spadek w sondażach

    Szereg wpadek w ostatnich dniach kampanii sprawiło, że maleją szanse, by partia UMP zdobyło więcej, niż magiczną, psychologicznie ważną liczbę 400 mandatów. Nad

Komentarze
2007/06/17 20:59:50
350 do 224 to bardzo dobry wynik dla lewicy - spodziewano się sromotnej klęski :). W Frace24 Sego stwierdziła, że będą działać dynamicznie i twardo, postawiła cztery główne cele, zaś Holland ogłosił, że chcą być opozycją, która nie będzie siedziała cicho, chce działać mimo przegranej, bo wybory pokazały, że Francuzi nadal im ufają.